Na początku nowego roku wiele polskich firm zadaje sobie to samo pytanie: gdzie szukać wzrostu w świecie, w którym Europa spowalnia, a konkurencja lokalna rośnie szybciej niż popyt. Coraz częściej odpowiedź prowadzi do Chin, nie jako symbolu masowej produkcji, lecz jako jednego z najbardziej chłonnych rynków dla zagranicznych kompetencji, jakości i specjalizacji. Chińska gospodarka wchodzi w fazę, w której wzrost nie opiera się już wyłącznie na wolumenie, lecz na modernizacji, usługach i podnoszeniu standardów.
Dane handlowe pokazują wyraźną zmianę strukturalną. Import usług do Chin rośnie w tempie dwucyfrowym, szybciej niż import towarów, a największy popyt dotyczy IT, integracji systemów, logistyki transgranicznej, edukacji, zdrowia, kosmetyków i żywności premium. Równolegle chiński e-commerce transgraniczny wzrósł w ostatnich latach o ponad 70 procent, z czego znacząca część sprzedaży kierowana jest do Europy. To oznacza, że chińskie firmy coraz częściej potrzebują europejskich partnerów nie jako dodatku, lecz jako warunku dalszej ekspansji.
Polskie firmy znajdują się w szczególnie interesującym położeniu. Z jednej strony oferują jakość i zgodność z normami Unii Europejskiej, które w Chinach postrzegane są jako realna gwarancja bezpieczeństwa. Z drugiej strony pozostają bardziej elastyczne i kosztowo konkurencyjne niż dostawcy z Europy Zachodniej. W branżach takich jak IT B2B, cyberbezpieczeństwo, fulfilment, kosmetyki dermo czy żywność funkcjonalna przewaga nie wynika z wielkości organizacji, lecz z kompetencji, dokumentacji i zdolności dostosowania się do międzynarodowych standardów.
Zmienił się także sposób wchodzenia na rynek. Chińscy partnerzy rzadziej oczekują wieloletnich kontraktów na start. Coraz częściej zaczynają od małych projektów pilotażowych, testowych zamówień lub ograniczonej współpracy. Ten model sprzyja firmom z sektora MŚP, które potrafią szybko dostarczyć wartość i równie szybko się skalować. Barierą nie jest dziś technologia ani produkt, lecz widoczność w chińskim ekosystemie informacyjnym, w którym decyzje podejmowane są lokalnie, po chińsku i na podstawie danych.
Nowy rok otwiera więc przed polskimi firmami realne okno możliwości. Chiny nie są rynkiem łatwym, ale są rynkiem coraz bardziej pragmatycznym. Nagradzają tych, którzy potrafią rozwiązać konkretne problemy biznesowe, dostarczyć jakość potwierdzoną dokumentami i być obecni tam, gdzie chińscy klienci faktycznie szukają partnerów. Dla firm gotowych wyjść poza utarte kierunki eksportu, ekspansja do Chin przestaje być egzotycznym ryzykiem, a zaczyna przypominać racjonalną decyzję strategiczną.
